piątek, 13 stycznia 2012

Z jednej strony zastanawiam się, czy wreszcie spiąć tyłek i zacząć ogarniać coś, czego się ode mnie wymaga, ale na czym mi nie zależy, czy odpuścić sobie i zacząć szukać nowego planu. Jedno wiem na pewno - muszę wybrać jak najszybciej, dlatego, że od miesiąca nie robię nic, tylko nad tym myślę, marnując chwile, bo efektów nie przynosi to żadnych. A choć w mojej głowie trwa letarg, to wszędzie wokół mnie płynie czas i czy tego chcę, czy nie chcę, niezmiennie mu podlegam i bezwiednie płynę razem z nim po drodze życia, która jest tak krótka, że nie ma w niej miejsca na brak działania. Niektórzy starają się latać, mają większe pole do popisu, nie są ograniczeni, ale ja, kiedy próbuję wzbić się w powietrze, to ciągle ktoś podcina mi skrzydła. Pierwszy raz od dawna mówię zupełnie otwarcie, ale jestem tak sfrustrowana, że półsłowa zostały wyparte przez szczerość. Przynajmniej jasne i klarowne jest to, co mówię, bo to, co robię jest kompletnie pogmatwane i pozbawione celu, opatrzyłam się jedynie jakąś pauzą, etapem przejściowym, ale życia niestety nie można zatrzymać tak, jak w Simsach. Na prawdę - szczerze i otwarcie - nie mam pomysłu na siebie.


Tak już mam od zawsze, że muszę czasem wylać żale, zmieniło się tylko tyle, że wolę wyrzucić to z siebie w pustkę, niż wygadać się komuś. Teraz kończę z narzekaniem :-)

3 komentarze:

  1. Ot, dawno mnie nie było. Chyba większość z nas czuje się teraz podobnie. Chociaż, ja bez planu stwierdziłem, że te studia moim planem nie są– rzuciłem je. Może wezmę i polatam za marzeniami z młodych lat, taki mam zamiar. :D W każdym razie, lepiej chyba odpuścić, jak coś nie jest tym, czym miało być.

    OdpowiedzUsuń
  2. rzuć wszystko i chodź się całować ;) ps. czekam na jakiś optymistyczny post :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też uważam, że jak się coś robi to trzeba, to robić dobrze, a bardzo ciężko robić coś, czego się tak naprawkę nie kocha rewelacyjnie, bo i efekty będą marne i pieniądze też. ja żałuje, że nie poszłam na studia takie jak chciałam, a poszłam tam gdzie chcieli moi rodzice, nie dość, że się na nich przemęczyłam, to i tak czarno widzę prace w tym na przyszłość, bo po prostu niedobrze mi się robi jak o tym myślę... najbardziej cenieni na rynku pracy są pasjonaci, bo mają ogromna wiedzę o tym co kochają i za jednym razme wykonują, a ja.. cóz teraz bedę musiaąl jakoś to przeżyc, bo na 5 roku już za póxno na nowe studia...tym bardzierj, ze ślub niedługo, przynajmnniej na te co ja chcę i muszą być studiowane dzinnie... buu:(

    OdpowiedzUsuń